Dlaczego większość osób wykonuje testy rzeczywistości niepoprawnie? [świadome śnienie]

Test rzeczywistości (RC/TR/RT) jest techniką na LD bodajże najbardziej popularną, a jednocześnie uznawaną jako najważniejszą, podstawową, przynajmniej w treningu typu DILD, a niekoniecznie już typu WILD. Technika ta ma w założeniu polegać na wyrobieniu za dnia nawyku wykonywania jakiejś czynności, która możliwa jest do wykonania we śnie, ale nie na jawie i przeniesieniu go do snu. Przykładowo, próbujemy wielokrotnie za dnia wciągnąć powietrze przez zatkany nos. W ten sposób tworzymy nawyk, który potem przyniesie się do snu i pomoże nam rozpoznać, że śnimy.

Większość osób trenująca w ten sposób nie uzyskuje efektów. Uważają często wtedy, że widocznie za mało się starają i rozwiązaniem będzie zwiększenie determinacji. Wykonują więc więcej testów, np 20 albo 50 dziennie. Jedynym rezultatem jest frustracja – co nie jest niczym zaskakującym, biorąc pod uwagę wewnętrzny przymus i ciągłe zmuszanie się do praktyki, podczas gdy podstawowym czynnikiem skuteczności jakiegokolwiek treningu LD jest pewien luz, lekkość i radosne podejście. Inni uzyskują efekty, tłumacząc sobie i innym, że to dzięki wyrobieniu nawyku. To nieprawda, po prostu nie są oni świadomi, że mechanizm jest inny. Co ciekawe, praktycznie wszystkie osoby które mają solidne doświadczenie w wywoływaniu świadomych snów dzięki RT wskazuje, że uzyskuje świadomość, że śnią zanim zdążą wykonać test.

Na czym polega więc skuteczność tej techniki?

Celem testu rzeczywistości nie jest wyrobienie nawyku behawioralnego – tego typu procedury działania, nie przenoszą się do snu. To, na czym opiera się skuteczność techniki RT to wywoływanie stanu czujności i wrażliwości na to gdzie jesteśmy i jak doświadczamy świata oraz poczucia zdziwienia/zwątpienia. Kiedy poprawnie wykonujemy RT, zadając sobie pytanie „czy to jest sen”, nasza uwaga przełącza się z pochłonięcia w strumień myśli na stopienie się ze stanem czujności. Towarzyszy temu zwiększona świadomość wrażeń cielesnych i doświadczenia zmysłowego/percepcyjnego – podobnie jak w praktyce mindfulness czy różnego rodzaju medytacjach. Warto jednak wspomnieć, że ten mechanizm nie polega na ciągłej świadomości doświadczenia zmysłowego i cielesnego (tak jak np tłumaczy się to w technice ADA – All Day Awareness). Gdyby tak było, to zaawansowani medytujący mieliby spontaniczne, codzienne świadome sny, co się nie wydarza lub wydarza się jedynie u zaawansowanych lub u tych którzy łączą praktykę medytacyjną np. z technikami Jogi Snu i Jogi Śnienia (gdzie swoją drogą istnieją techniki analogiczne do RT).

Mechanizm RT opiera się na połączaniu dwóch elementów: (1) zwiększonego stanu czujności połączonego z poczuciem zdziwienia oraz (2) intencji przeniesienia tego stanu do snu. Zatem w momencie gdy zadaję sobie pytanie „czy to sen”, wchodzą w stan podwyższonej świadomości – czujności – ale nie świadomości treści doświadczenia, ale stanu czujności jako takiej (metaświadomości). Można to porównać do stanu umysłu osoby będącej na polowaniu – jest ona czujna, zmysłowo oczekuje na pojawienie się czegoś, ale jest to stan czujności jako takiej, a nie świadomości czegoś, jako treści doświadczenia. Stan ten, z racji założenia o tym, że możemy być we śnie, łączy jest w wrażeniem zwątpienia czy raczej też – zdziwienia. Celem tego nie jest jednak zdziwienie w stosunku do tego CO widzimy, słyszymy i czujemy, ale JAK. Zatem, skupiamy się na sprawdzeniu, czy sposób w jaki doświadczamy świata, jest normalny i właściwy. Prowadzi to zwiększonego poczucia świadomości w czasie i przestrzeni: Gdzie jestem? Co robię? Co się dzieje? Czy to jak doświadczam świata jest normalne? Dlatego też, nie potrzeba wykonywać żadnych czynności, np wciągać powietrza itp., a nawet gdy to robimy, celem tego powinno być wzmacnianie poczucie czujności i zdziwienia. Innymi słowy – czynność sprawdzenia czy śnimy, jeśli już następuje, jest naturalną konsekwencją poczucia zwątpienia, a nie, jak zwykle ma to miejsce, wykonywana mechanicznie.

Odnosząc to do nawyków, nie staramy się stworzyć nawyku wykonywania pewnych czynności, ale nawyk podwyższania stanu czujności / meta-świadomości. Jak ktoś ma ochotę szukania w tu źródeł neurobiologicznych, to może o tym myśleć jako o stymulacji aktywacji niektórych obszarów przedczołowych, których aktywacja zostanie podtrzymana (bądź pojawi się, zostanie wzbudzona) we śnie (klik i klik). Rzeczywistość „testujemy” zatem nie za pomocą zachowania (jak próba wdychania powietrza przez nos) a za pomocą sprawdzenia sposobu naszego poznania poprzez świadomość własnej percepcji, która wynika z realnego zaciekawienia i zdziwienia tym, w jakim stanie świadomości jesteśmy.

Kiedy sprawdziliśmy już, że to jawa a nie sen, przechodzimy do drugiego elementu techniki – powtarzamy sobie frazę w stylu. „ok, teraz nie śnię, ale gdy będę śnił, to rozpoznam że to sen”. Jednak, znów, nie polega na bezmyślnym powtarzaniu tej frazy (jak robi wiele osób), ale na rzeczywistym wzbudzeniu, intencji, że ten stan czujności i zdziwienia pojawi się znów, w tym we śnie. Dlatego, nie musimy nawet wyrażać tego życzenia werbalnie, ważne jest żeby to „poczuć” w ciele i emocjach. Tego rodzaju intencja przypomina sytuację, w której przypominamy sobie nagle w sklepie, że mieliśmy kupić bułki. Przypomnienie to jest nagłe, na zasadzie „aha!” – nie myślimy o tym cały czas – wcześniej umieściliśmy sobie taką intencję gdzieś „z tyłu głowy”. W psychologii ten rodzaj motywacji nazywa się implementacją intencji. Opiera się ona o pewien szczególny rodzaj pamięci nazywany pamięcią prospektywną.

Regularne powtarzanie „testów”, prowadzi do zwiększenia pewnego bazowego poziomu wrażliwości i czujności czy orientacji w miejscu i czasie połączanej ze zwątpieniem. Jednak znów, nie polega to na ciągłym skupieniu na zmysłach jak twierdzą niektórzy, a na względnie częstym, delikatnym odczuciu zwątpienia – trochę tak jakbyśmy weszli do miejsca, które jest podejrzane – towarzyszy nam wtedy delikatna wątpliwość i czujność.

Kiedy nauczymy się wzbudzać tę czujność i zwątpienie/zdziwienie naturalnie zacznie ona pojawiać się we śnie. Jest jednak jeden warunek – cały trening musi być przyjemny, musi być nagrodą samą w sobie. Stan który wzbudzamy, powinien cechować się wrażeniem refleksji, ekscytacji, radosnego wysiłku i zadowolenia. Dzięki temu praktyka sama w sobie sprawia nam radość, a nie opiera się na ciągłym przymusie i powinności, a rezultat pojawia się naturalne. Dzięki temu pojawia się pozytywna spirala adaptacyjna – radosny trening daje efekty, efekty dają radosny trening. Ciekawie o tego rodzaju motywacji pisał Adam Bytof.
Kiedy utrzymujemy tego typu trening, wrażenie czujności i intencja zachowania go podczas snu, naturalnie pojawia się podczas zasypiania – oczywiście możemy specjalnie ją wzbudzać. Co tutaj istotne, kluczem nie jest znów klepanie fraz, bezmyślne ich powtarzanie, ale kreowanie intencji, którą czuć w ciele.

Podsumowując – test rzeczywistości jest skuteczny, tylko trzeba wykonywać go poprawnie. Niestety, większość poradników i książek opisuje tę technikę w sposób nietrafiony. Procedura jest natomiast taka:
1. Pytanie – czy to sen, choć można się obejść bez tego pytania werbalnie, chodzi o samo poczucie, wątpliwość.
2. Które prowadzi do stanu zwiątpienia, zdziwienia, refleksji (nie myślowej, a poznawczej) nad tym czy to jak doświadczamy świata (ale nie czego doświadczamy) jest „normalne”, co wiąże się ze stanem wzmożonej czujności (jak na polowaniu), skupieniu na poczuciu tego gdzie jestem, co się dzieję, co robię i jak doświadczam.
3. Kiedy wiemy już, że doświadczamy normalnie (a jeśli to sen to po prostu już to wiemy bez wykonywania dodatkowych czynności „sprawdzających”) to implementujemy intencję w stylu „będę utrzymywał ten stan czujności i wielokrotnie wzbudzał poczucie zdziwienia, w tym we śnie”.

Na koniec, jeszcze jeden tip który odkryłem – wzbudzanie poczucia zdziwienia/czujność w czasie i miejscu i przestrzeni wspomaga wykonanie grymasu zdziwienia.

Reklamy

Przytomne drzemki

Regularnie praktykując medytację, stan spokoju przenika do codziennych aktywności. Co ciekawe, w pewnej formie może wkraczać również do snu i marzeń sennych. Kolejną sferą są drzemki za dnia.

Za dnia lubię urządzać sobie takie „przytomne drzemki”. Polega to na tym, że kładziemy się i relaksujemy, jednocześnie utrzymując stan przytomności/ czujności umysłu (najpierw musimy się tego nauczyć rzecz jasna, a to inna sprawa) i pozwalamy sobie odpływać w sen. Stopniowo zaczynamy zasypiać, stajemy się co raz mniej świadomi treści naszego doświadczenia, jednak nadal utrzymujemy stan przytomności. W pewnym momencie, kiedy  jesteśmy już blisko zaśnięcia, ale jednocześnie utrzymaliśmy do tego momentu czujność, następuje moment „eksplozji” jasności i przejrzystości umysłu. Jest to taki specyficzny moment, w którym będąc już na granicy snu, ta czujność nagle zaczyna bardzo szybko narastać i „rozlewać się”, trwa to kilka sekund. I znów, kiedy nie rozproszymy się, możemy trwać w tej jasności umysłu nieprzerwanie przez np 5-10-15 minut. Jest to jakby rodzaj drzemki, ale jednocześnie z zachowaniem wrażenia przytomności. Tak jakby śpimy i nie śpimy jednocześnie 🙂 Treść doświadczenia w tym stanie jest bardzo uboga, jednak istnieje pewna świadomość otoczenia, rodzaj poczucia że drzemiemy i możemy to przerwać w każdym momencie- z resztą podczas drzemek zwyczajnych też tak jest, że jest to raczej stan pomiędzy jawą a snem niż sen jako taki.

Takie doświadczenie jest bardzo regenerujące ale jednocześnie ma ten aspekt praktyki medytacji. Im więcej i częściej to ćwiczymy tym idzie nam to łatwiej, choć oczywiście nasza zdolność do takiego drzemania zależy głównie od formy medytacyjnej w danym okresie.
Inna kwestia to wnoszenie przytomności do snu głębokiego w nocy, ale to sztuka dużo trudniejsza. Mi najłatwiej jest to robić podczas zasypiania i utrzymywać ją przez pierwsze 1-3h snu, natomiast totalnie nie wychodzi mi nad ranem, jedynie czasem podczas budzenia się. Ale podejrzewam, że tu bardzo dużo zależy od indywidualnych predyspozycji.
Pozdrawiam i polecam przytomnie drzemać 🙂

Evan Thompson, m. in. o tym, czym różni się sen świadomy od snu w którym śnisz że jesteś świadomy

Evan Thompson, między innymi o tym, czym różni się sen świadomy od snu w którym śnisz że jesteś świadomy.

Cały artykuł tutaj:
http://philosophyofbrains.com/2015/08/04/lucid-dreaming-or-dreaming-that-youre-dreaming.aspx

Wybrane przeze mnie fragmenty:
„Here’s the crucial phenomenological point: The state of dreaming you’re dreaming lacks the mental clarity of being able to observe and direct your attention to your dreaming.”

„First, knowing you’re dreaming and dreaming you’re dreaming don’t feel the same and seem different to memory when you wake up. The reason, as we’ll see, is that knowing you’re dreaming involves a certain kind of attention that’s missing when you dream you’re dreaming.”

„The difference has to do precisely with attention and meta-awareness: to be conscious of your dream requires that the dreamlike quality of the state be directly available to your attention. Only if you can observe or witness the dream state this way can you know clearly that you’re dreaming.”

„In a strong lucid dream, you don’t merely think, “I’m dreaming.” You also directly experience your state as a dream by attending to the dreamlike quality of your state.”

„So what defines a dream as being a lucid dream isn’t being able to control the dream content, but rather being able to direct your attention to the dream state as such”

Pozdrawiam 🙂

Wspomagacze do praktyki Świadomego Śnienia i poprawiające jakość snu

Rozwój duchowy i osobisty kojarzy się przeważnie z ćwiczeniami i treningami wykonywanymi za dnia. Jednak, do tych celów wykorzystywany jest również okres snu i śnienia. Najpopularniejszym z nich jest wydaje się być „świadome śnienie” (Lucid Dreaming- LD), czyli tzw. oneironautyka. Wiele osób pragnących uzyskać świadomy sen, szuka substancji wspomagających, które mają pomóc im bezpośrednio lub pośrednio, doświadczyć „świadomego snu”. Na forach i stronach internetowych dotyczących LD, opisywanych jest wiele metod, wśród nich na przykład: spożywanie bananów, czekolady lub picie ciepłego mleka, bezpośrednio przed płożeniem się spać. Niestety, o wielu sposobach niewiele się wspomina, podczas gdy promuje się natomiast te mniej skuteczne, jak te opisane powyżej. Dlatego też, w tym artykule opiszę sposoby najbardziej skuteczne, do wspomagania praktyki LD oraz ogólnie, do poprawy jakości snu.

 

Silene Capensis (korzeń snu)

Tani, łatwo dostępny i niezwykle skuteczny środek. Zwiększa wyrazistość i długość snów, polepsza ich zapamiętywanie. Dzięki temu, łatwiej jest osiągnąć LD.

Korzeń spożywa się codziennie, rano, na czczo, w ilości ok. 0,3- 0,5g. Można go kupić w sklepach internetowych np. „Magicznym ogrodzie”. Kosztuje ok. 25zł za 5g, a co przy dawkach ok. 0,4g dziennie daje ok 2 tygodnie kuracji.

Opisuje się, że korzeń należy żuć lub zmielony wsypać do wody, zamieszać i spić pianę. Patent z pianą nigdy nie okazał się u mnie skuteczny, żucie natomiast wręcz przeciwnie. Korzeń sprzedawany jest w kilku postaciach- w całości, drobno pocięty i zmielony. Z moich doświadczeń wynika, że najłatwiej spożywa się korzeń w całości..Korzeń powinien być rzuty przez ok. 10- 15 minut, ponieważ dzięki temu wydobywamy cały sok. Niestety, ostatnio trudno kupić go w takiej postaci. Z pociętego natomiast, trudno wydobyć soki podczas żucia, dlatego warto poszukać korzenia w całości.

Osobiście, „kurację” korzeniem przeprowadzałem trzy razy. Za każdym, miałem barwne, intensywne, długie, ciekawe, znaczące, nierzadko psychodeliczne sny. Korzeń snu to moim zdaniem najlepszy środek wspomagający pracę ze śnieniem, pod względem stosunku ceny do jakości. Jego skuteczność jest bezdyskusyjna, w przeciwieństwie np. do czekolady czy mleka. To podstawowy wspomagacz, który powinien znaleźć się w kuferku każdego oneironauty. Jest tani, skuteczny, łatwo się go spożywa. Jedynym minusem jest fakt, że jego zażywanie może powodować uczucie senności za dnia. Sam się z tym wielokrotnie spotkałem.

 

Calea zacatechichi (dream herb)

Swego czasu, dużo pisało się o calei jako wspomagaczu do LD. Suszone liście zaparza się i pije napar lub pali. Aktualnie w Polsce, roślina ta jest zdelegalizowana, mimo tego że nie ma ku temu żadnego sensownego powodu. Z mojego doświadczenia jest to środek którym nie warto zawracać sobie głowy. Herbata jest okropnie gorzka w smaku, a podczas palenia, dym nieprzyjemnie gryzie. Trzeba stosować duże dawki, które są nieskuteczne- przynajmniej na mnie były. Środek ten posiada wiele wad, natomiast zalet już nie. Korzeń snu jest zdecydowanie lepszą opcją.

 

Ilex Guayusa

Kuzyn Yerba Mate, o dużej zawartości kofeiny. Nie wiem czym pod względem chemicznym jest substancja zawarta w Ilexie, ale generalnie przedstawia się ją jako mniej pobudzającą, a bardziej relaksującą od Mate. Swego czasu miałem 50g Ilexa i powiem tylko tyle- po wypiciu i położeniu się spać „zalało mnie światło”, co każdy mający do czynienia z Jogą Snu będzie potrafił właściwie zinterpretować. Mój umysł podczas zasypiania był bardzo czujny, przytomny, jasny i jednocześnie zrelaksowany. I taki utrzymywał się podczas zasypiania, jakiś czas po zaśnięciu oraz podczas budzenia się. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tą substancją. Dlatego też, leci do mnie teraz 600g z Ebaya. I tam warto go kupować, bo w magicznym ogrodzie ceny są kosmiczne. Na Ebayu można 900g kosztuje ok 230zł i nie jest to mało. Plus jest taki, że wystarczy zaparzyć 5- 10g na raz.

 

Męczennica (Passiflora incarnata)

Zioło do zaparzania, również do kupienia m.in. w magicznym ogrodzie, choć aktualnie na allegro jest ponad dwa razy taniej. Napar zaparzany pod przykryciem przez ok. 25minut, pije się na pół godziny- godzinę przed położeniem się spać. Męczennica wprowadza to w stan wyciszenia, zrelaksowania, przyjemnego spokoju. Dzięki temu przyjemnie się zasypia, dzięki czmu sen jest bardziej regenerujący. Pijąc ją regularnie zauważyłem, że budzę się bardziej wypoczęty. Uważam, że jest to najciekawszy wspomagacz, ponieważ nie posiada skutków ubocznych, jest tani, można stosować go na co dzień i posiada bardzo korzystne działanie, nie tylko dla osób chcących doświadczyć świadomego snu. Aktualnie, męczennica jest u mnie jedynym wspomagaczem który zażywam.

 

Galantamina

Substancja ogłoszona „pigułką świadomego snu”. Nigdy jej nie testowałem, ale jest na tyle znana, że warto o niej wspomnieć. Jest to środek z grupy substancji „nootropowych”, tzw „smart drugs”, czyli substancji wpływających na biochemię mózgu. Galantamina stosowana jest m.in. przy leczeniu Alzheimera, o jej działaniu pod względem chemicznym można poczytać w necie. Galantaminę przedstawiana jest ona jako środek bardzo skuteczny. Niestety, jest ona dość droga. Najtaniej można kupić ją na Ebayu, ceny za duże ilości jak 5g (ok. 650 dawek) są ok. 5 razy niższe niż w Polsce, np. na allegro. Dlatego najlepiej skrzyknąć się ze znajomymi, kupić na spółkę i podzielić. Podobno, posiada niestety skutki uboczne.

 

Olejki eteryczne

Olejki to odmienne wspomaganie, ale na tyle tanie i skuteczne, że warto o nim napisać. Nie wiedzieć czemu, to bardzo mało popularny sposób, choć niezwykle skuteczny. Przed snem należy zmieszać kilka kropel olejku z z olejem bazowym, np. migdałowym, jojoba, z pestek winogron lub oliwą z oliwek i wmasować w ciało- np. szyję, klatkę piersiową, brzuch, barki itp. Po takim zabiegu, kładziemy się i pozwalamy aby bardzo szybko ogarnął nas w stan głębokiego odprężenia psychofizycznego, bardzo podobnego podczas praktykowania relaksacji. Polecam olejek lawendowy, ponieważ jest jednym z tańszych i posiada bardzo szerokie zastosowanie, głównie uwalniające napięcie, kojące i odprężające. Ważne jest to, aby kupić prawdziwy olejek eteryczny, nie żaden zapachowy czy do kominka aromaterapeutycznego. Można kupić taki w granicach 10- 15zł za buteleczkę, która starcza na bardzo długo.

 

Podsumowanie

Wspomagacze można podzielić na te poprawiające jakość snu (polecam męczennicę i olejki eteryczne) oraz te wspomagające praktykę LD i pracę ze snem i śnieniem (polecam korzeń snu i ilex guayusa)

Inne środki, które wymienia się jako wspomagacze do śnienia to: magnez, witamina B12, melisa, czekolada, ciepłe mleko.

Pozdrawiam!

Nagranie z audycji „Świadomy Sen: Nasz Drugi Świat” z moim udziałem

W poniższym linku znajduje się nagranie z audycji „Świadomy Sen: Nasz Drugi Świat” z moim udziałem.

Możecie mnie posłuchać od 1:08:00, wcześniej wypowiadał się Michał „Psajko” Cieślakowski.

http://paranormalium.pl/1353,sluchaj

Pozdrawiam!

Będę gościem w auycji „Świadomy Sen: Nasz Drugi Świat”, 15.03.2015 o 21:00

Dziś będę miał przyjemność wystąpić jako gość w audycji „Świadomy Sen: Nasz Drugi Świat”. Będę odpowiadał na pytania dotyczące związków pomiedzy medytacją i uwaznością a snem i śnieniem oraz mistycznych stanów we śnie.

Autycja zaczyna się o 20:00. W pierwszej części występi Michał „Psajko” Cieślakowski. W drugiej, ok 21:00- ja. Zapraszam!

http://www.paranormalium.pl/1279,news.html

Wywiad z Michaelem Katzem o Jodze Śnienia i pracy ze snem

Michael Katz znany jest w Polsce przede wszystkim jako współautor, wraz z tybetańskim mistrzem Namkhai’em Norbu, książki „Tybetańska Joga Snu i Praktyka Naturalnego Światła”.

Poniżej wklejam cytat, którego Michael udzielił dla czasopisma Trans/ Wizje, kilka dni temu.
Więcej

Previous Older Entries