Porównanie urządzeń biofeedback: Blue Watcher vs Stone vs Wild Divine

Dziś temat bardzo ciekawy- biofeedback 🙂 Dla niewtajemniczonych- jest to biologiczne sprzężenie zwrotne- urządzenie, które na bieżąco pokazuje Twój fizjologiczny stan. Dzięki temu widzisz kiedy się relaksujesz a kiedy spinasz i jesteś w stanie tak kierować swoją aktywnością, aby pogłębiać stan odprężenia. W ten sposób uczysz się efektywnie się relaksować, obserwując które zachowania pomagają Ci w tym a które nie. Inaczej mówiąc- weryfikujesz swoje subiektywne odczucia poprzez odniesienie do obiektywnego pomiaru. Takie urządzenie zwykle poprzez dźwięk czy zmianę wykresu na ekranie lub jakieś animacje daje Ci znać, kiedy się relaksujesz i podążasz za tym.

Z różnych rozmów wiem, że niektórzy praktykujący mają wątpliwości czy takie urządzenie jest konieczne lub potrzebne. Niektórzy są wręcz przeciwni.  Z mojej perspektywy- warto. Dzięki treningowi biofeedback można zweryfikować skuteczność różnych stosowanych technik relaksacyjnych i medytacyjnych i dowiedzieć się jaki „styl” praktyki jest dla nas najskuteczniejszy.

Na rynku jest obecnychwiele urządzeń, z tego kilka pojawia się regularnie. Dziś opiszę trzy z nich, z którym zetknąłem się na przestrzeni kilku lat. Aby było czytelniej, całość zaprezentuję w formie tabeli.

Jeśli chodzi o naukę relaksacji i medytacji na rynku obecne są urządzenia GSR i HRV. GSR to „reakcja skórno- galwaniczna”, co odnosi się do zjawiska, w którym wraz ze wzrostem stanu odprężenia, zmienia się proporcjonalnie oporność skóry. Wg mnie to najlepszy rodzaj biofeedback jeśli chodzi o naukę relaksacji i medytacji. HRV to z kolei to biofeedback mierzący rytm bicia serca. Nie znam dokładnie mechanizmu, ale z tego co wiem, chodzi o to, że m.in. wyrównanie rytmu oddychania wyrównuje pracę serca, wprowadzająć „stan koherencji”- odczuwany jako odczucie wewnętrznego spokoju i ciepła w sercu. I rzeczywiście coś jest na rzeczy. Mam za sobą trochę zabawy pod HRV’em i to co mogę powiedzieć, że te dwa wskaźniki (HRV i GSR) są od siebie niezleżne. Jednak ciężko mi ocenić przydatność biofeedbacku HRV jako takiego.

Tabela- Blue Watcher vs Stone vs Wild Divine (Kliknij!)

Podsumowanie

Moje przemyślenia po kilku latach użytkowania urządzeń biofeedback są takie- byle nie popsuć! Okazuje się, że wadą dwóch z trzech zaprezentowanych urządzeń są proste błędy, których można byłoby pewnie łatwo uniknąć. Blu Watcher jest niedokładny przez złe skalibrowanie a Stone może nagrywać tylko kilka minut co jest kwestią oprogramowania. Jedynie Wild Divine nie ma tych wad, co więcej ma kilka świetnych rozwiązań- sam fakt że jest GSR + GRV oraz świetne mocowanie elektrod. Jeśli chodzi zatem o porównanie tych trzech urządzeń, nie pojawia się pytanie które z nich jest lepsze, ale smutna prawda, że jedynie Wild Divine nadaje się do treningu, a pozostałe dwa nie 🙂 Idealnym urządzeniem byłby HRV + GSR pod smartfona.

Na rynku są oczywiście też inne urządzenia, takie jak HRV InnerBalance, który podłącza się do iPhone’a (https://www.heartmath.org/)

Reklamy

Relacja z sesji w zbiorniku do izolacji / deprywacji sensorycznej

W ciągu ostatnich tygodni udało mi się spełnić jedno z moich marzeń, jakim jest pobyt w zbiorniku do deprywacji sensorycznej. Wykupiłem bilecik 3 wejściowy do Endorfia Floationg w Gdańsku- bardzo polecam to miejsce, wszystko super zorganizowane, prowadzą to świetni ludzie.

Dla niewtajemniczonych- deprywacja sensoryczna to zjawisko „odcięcia” od zmysłów- leżysz w pomieszczeniu wypełnioną bardzo słoną wodą o temperaturze 37 stopni, która wypiera Twoje ciało, a więc unosisz się na niej. Dzięki temu nie czujesz grawitacji. Jest też ciemno, kabina jest też wygłuszona i masz zatyczki do uszu. W ten sposób ograniczasz bodźce zewnętrzne i wchodzisz w głęboki relaks i wewnętrzną podróż.

Każda sesja to 15 minut przygotowania- prysznic przede wszystkim, potem 60 minut leżenia, właściwego floatingu, i znów 10 minut na prysznic i ogarnięcie się. Podczas każdej z tych sesji przyjąłem trochę inną strategię, aby wypróbować różne opcje. Zapraszam.

IMG_20151119_193842


Sesja 1

Wchodzę do kabiny. Robię krótkie ćwiczenie oddechowe, kładę się. Natychmiast woda wypiera moje ciało. Cudowne uczucie! Odpuszczam wszystkie mięśnie i pozwalam im się zrelaksować. Przez chwilę, 1-2 minuty obserwuję poszczególne partie ciała i rozluźniam je. I nagle zaczynam czuć jakby, wirował, opadał, kołysał się, bujał. Dobrze mi znane objawy pogłębiania się relaksu i uwalniania napięć, ale jak to szybko nastąpiło! Obserwuję te odczucia i pozwalam im się rozwijać. Po jakimś czasie się to uspokaja. Ciało jest super rozluźnione, czuję że nawet gdybym chciał to bym nie mógł nim poruszyć. Przechodzę do rozluźnienia oddechu. Obserwuję go, lekko akcentuję wydech i się na nim rozluźniam. Po ok. 5 minutach jest on już swobodny i lekko go obserwując pozwalam mu stawać się jeszcze bardziej swobodnym. Teraz czas na umysł. W jednej chwili skupiam się odcinając dialog wewnętrzny i przechodząc w subtelniejszy wymiar myśli. Zdecydowałem się nie forsownie się koncentrować, raczej obserwować myśli. No tu zeszło mi długo, ale jakoś nie udało mi się dobrze „wyzwolić” myśli, puścić je/ rozpuścić w przestrzeni. Tak kontynuowałem do końca. Mniej więcej od połowy sesji pojawił się błogostan, który utrzymywał się z przerwami do końca.

Po 60 minutach wstałem ledwo ogarniając rzeczywistość i poszedłem pod prysznic. Po sesji byłem w pięknym błogostanie. Jednak czasami czułem przebijającą się nerwowość/ zwyczajny umysł. Ale to pierwsze sesja, cudów nie ma co się spodobać. Spokój utrzymywał się przez następne ok. 2 dni.

Wrażenia i wnioski: Cudowny głęboki relaks w bardzo szybkim czasie z łatwym ominięciem przeszkód ze strony ciała. Wszystko to co znam i potrafię, ale dużo szybciej i łatwiej. Niesamowita sprawa.

Sesja 2

Tu poszedłem w innym kierunku i postawiłem na skupienie. Położyłem się, wstępnie zrelaksowałem i skupiłem na wyobrażeniu czerwonej kuli w gardle/ czakrze gardła. I tak utrzymywałem je przez większość czasu. Udało mi się ustabilizować koncentrację i się wyciszyć, ale nie dałem rady już pogłębić tego uspokojenia i rozluźnić koncentracji. Kilka razy też przysnąłem na krótko.

Po sesji czułem się wyciszony, ale nie w żaden nadzwyczajny sposób. Przez następne dni łatwiej było mi utrzymywać uważność i praktykować medytację formalnie.

Wrażenia i wnioski: szału nie było, wyciszenie zwyczajne, no może troszkę głębsze.

Sesja 3

Wyciągnąwszy wnioski z pierwszy dwóch sesji, nie chciałem nastawiać się za bardzo i podszedłem do sesji bardziej spontanicznie. Postanowiłem od początku pójść w rozluźnienie i kontemplację. Najpierw znów zrobiłem krótkie ćwiczenia oddechowe. Po położeniu się poświęciłem ok. 5 minut na rozluźnienie ciała. Udało się bez większych problemów, choć nie był to tak głęboki relaks jak za pierwszym razem. Ale nie samym ciałem człowiek żyje. Następne co zrobiłem to „pozostawiłem umysł takim jakim jest”, puściłem strumień myśli, a że ostatnie dni regularnie medytowałem, udało się to bez przeszkód. Po prostu zostawiłem umysł, obserwowałem myśli bez modyfikowania ich i pozostawałem obecnym. I to był strzał w dziesiątkę. Bardzo szybko poczułem wolność i ulgę, tak jak to nazywam „urlop od umysłu”. I tak trwałem i pozwalałem się temu pogłębiać. Co jakiś czas się rozpraszałem jednak łatwo wracałem.

Po ok. 30 minutach zaczęły pojawiać się różne „dziwne myśli”, dotyczące mojego życia. Były to bardzo wyraźne i konkretne rady dotyczące tego, na czym mam się teraz w życiu skupić, po prostu wgląd. Posiadając w tym doświadczenie, podczas tego procesu delikatnie go kierunkowałem poprzez intencje, sugestie myśli, wyobrażenia. Jest coś w rodzaju podróży szamańskiej, głębokiej autohipnozy czy też bezpośredniego kontaktu z „podświadomością”. Doświadczenia tego typu zdarzają mi się rzadko, bardzo więc jestem z tego zadowolony. Ten etap trwał ok. 10 minut. Potem wrzuciłem sobie jeszcze kilka sugestii autohipnotycznych. Po ok. 40 minutach sesji poczułem dyskomfort i na dodatek podrapałem się słoną ręką w oko więc szczypało. Usiadłem na chwilę i potem znów się położyłem i starałem się kontemplować do końca sesji.

Po sesji udawało mi się utrzymać kontemplacyjny stan prawie przez cały wieczór i dnia następnego i od tego czasu zdecydowanie łatwiej go osiągnąć i wejść w „medytacyjny tryb”.

Wrażenia i wnioski: genialnie wręcz, piękna sesja. Nie dość, ze kontemplacja i relaks, to jeszcze miłe doświadczenie „podróży szamańskiej”.

Podsumowanie

Uważam, że floating to świetna sprawa. Pozwala osiągnąć stany relaksacji i medytacji dużo szybciej i łatwiej niż w „normalny sposób”. Uważam, że dla wprawnego jogina nie jest to konieczne, ale warto z tego ułatwienia skorzystać. Polecam chociaż udać się jedną sesję w ramach eksperymentu, zdobycia nowego doświadczenia. Ja bym chciał taki zbiornik w domu/ w piwnicy i kilka razy w tygodniu korzystać. I oby to się spełniło.

Pozdrawiam.

Recenzja książki „Powstający Prometeusz” Roberta Antonego Wilsona

big_l_92016281b742f2f69a6ebb67f4d738b6

Niedawno miałem okazję przeczytać książkę „Powstający Prometeusz” autorstwa Roberta Antonego Wilsona. O jej istnieniu wiedziałem od kilku lat, wiele osób polecało ją jako syntezę różnych systemów duchowych i psychologicznych, na podobieństwo teorii Kena Wilbera.

Więcej

Alex Grey „Święte zwierciadła” – recenzja albumu

Od wieków ludzie poszukiwali swojej esencji w doświadczeniach mistycznych i duchowych. Jednocześnie, zawsze próbowali przekazać je innym, tworząc sztukę religijną. W dobie internetu jesteśmy wręcz zalewani „duchowymi” informacjami. Informacje, które kiedyś dostępne były dla nielicznych, dziś każdy może zdobyć jednym kliknięciem myszki. Wiele materiałów tworzonych jest współcześnie, przede wszystkim książek, muzyki i filmów. Szperając dalej przekonamy się,  że mniej dzieje się w temacie grafiki i obrazów. Ostatnio zostałem mile zaskoczony. Od wydawnictwa Illuminatio otrzymałem egzemplarz albumu Alexa Greya „Święte zwierciadła” do recenzji i przekonałem się że ta dziedzina jednak się rozwija. Więcej

NEW – Nowe Drogi Energii – recenzja

NEW to skrót od „New Energy Ways” tłumacząc na polski „Nowe Drogi Energii”. Jest to system pracy z energią opracowany przez Roberta Bruce’a – współczesnego „guru” związanego z energiami, czakrami i OOBE. Nie jestem fanem takich klimatów (aury, światła, anioły i duchy) , jednak jego metoda zdobyła moje uznanie. Dziś chcę krótko opisać i zrecenzować ten system. Więcej