Recytowanie duchowych banałów

Na zachodzie z dumą rozmyślamy o „medytacji”, wierząc że naturalizujemy i operacjonalizujemy rozmyte pojęcia, używane wcześniej niepecyzyjnie, a więc „nieprawdziwie”, w religijnym lub filozoficznym kontekście. Niestety, na co wskazuje wielu teoretyków i badaczy, próby określania i poklasyfikowania wyizolowanych i niezależnych czynników, odnoszących się do tak względnie skomplikowanych zjawisk, grozi nadmiernym uproszczeniem, spłaszczeniem opisu, a więc zagubienia ważnych niuansów. Rezultatem, jest sprowadzanie złożonego spektrum zjawisk do kilku głównych określeń, takich jak „uważność”, „umysł”, „świadomość”.

Podczas gdy naukowy i filozoficzny dyskurs radzi sobie nieźle, tak w nurcie popularnym sytuacja prezentuje się słabo . Wynika to między innymi z przekładania odmiennych kulturowo pojęć i opisów w inne ramy językowe, wpadaniem dyskursu w koleiny New Age’owy memplex oraz przelewaniem się duchowych treści w przestrzeni internetowej, przez co stają się frazesami. Myślenie i dyskusje stają się odtwarzaniem memów, a pierwotnie mądre treści, poprzez nieustanne papugowanie, zaczynają być recytowane, jak dźwięki wydawane przez pluszowe zwierzaki po naciskaniu guziczka. Język dominuje poznanie i działanie, zamiast być jego naturalną ekspresją, a rozmowy stają się schematyczne i przewidywalne. Wytwarza się osobowość osoby uduchowionej, w której algorytmy myślenia chronią „ego”, dają poczucie wyjątkowości i chronią przed dysonansem.

Do zmiany potrzebna jest z jednej strony nowa kultura myślenia i działania, w której język wyłania z płynności poznania, umysł i świadomość zostają zapchnięte z piedestału niezmiennego absolutu na rzecz ruchu, plastyczności przestrzeni umysłu, dynamiki doświadczania i doświadczenia cielesnego, a z drugiej strony budowanie nowego, pełniejszego słownika.

 

Reklamy

Dlaczego większość osób wykonuje testy rzeczywistości niepoprawnie? [świadome śnienie]

Test rzeczywistości (RC/TR/RT) jest techniką na LD bodajże najbardziej popularną, a jednocześnie uznawaną jako najważniejszą, podstawową, przynajmniej w treningu typu DILD, a niekoniecznie już typu WILD. Technika ta ma w założeniu polegać na wyrobieniu za dnia nawyku wykonywania jakiejś czynności, która możliwa jest do wykonania we śnie, ale nie na jawie i przeniesieniu go do snu. Przykładowo, próbujemy wielokrotnie za dnia wciągnąć powietrze przez zatkany nos. W ten sposób tworzymy nawyk, który potem przyniesie się do snu i pomoże nam rozpoznać, że śnimy.

Większość osób trenująca w ten sposób nie uzyskuje efektów. Uważają często wtedy, że widocznie za mało się starają i rozwiązaniem będzie zwiększenie determinacji. Wykonują więc więcej testów, np 20 albo 50 dziennie. Jedynym rezultatem jest frustracja – co nie jest niczym zaskakującym, biorąc pod uwagę wewnętrzny przymus i ciągłe zmuszanie się do praktyki, podczas gdy podstawowym czynnikiem skuteczności jakiegokolwiek treningu LD jest pewien luz, lekkość i radosne podejście. Inni uzyskują efekty, tłumacząc sobie i innym, że to dzięki wyrobieniu nawyku. To nieprawda, po prostu nie są oni świadomi, że mechanizm jest inny. Co ciekawe, praktycznie wszystkie osoby które mają solidne doświadczenie w wywoływaniu świadomych snów dzięki RT wskazuje, że uzyskuje świadomość, że śnią zanim zdążą wykonać test.

Na czym polega więc skuteczność tej techniki?

Celem testu rzeczywistości nie jest wyrobienie nawyku behawioralnego – tego typu procedury działania, nie przenoszą się do snu. To, na czym opiera się skuteczność techniki RT to wywoływanie stanu czujności i wrażliwości na to gdzie jesteśmy i jak doświadczamy świata oraz poczucia zdziwienia/zwątpienia. Kiedy poprawnie wykonujemy RT, zadając sobie pytanie „czy to jest sen”, nasza uwaga przełącza się z pochłonięcia w strumień myśli na stopienie się ze stanem czujności. Towarzyszy temu zwiększona świadomość wrażeń cielesnych i doświadczenia zmysłowego/percepcyjnego – podobnie jak w praktyce mindfulness czy różnego rodzaju medytacjach. Warto jednak wspomnieć, że ten mechanizm nie polega na ciągłej świadomości doświadczenia zmysłowego i cielesnego (tak jak np tłumaczy się to w technice ADA – All Day Awareness). Gdyby tak było, to zaawansowani medytujący mieliby spontaniczne, codzienne świadome sny, co się nie wydarza lub wydarza się jedynie u zaawansowanych lub u tych którzy łączą praktykę medytacyjną np. z technikami Jogi Snu i Jogi Śnienia (gdzie swoją drogą istnieją techniki analogiczne do RT).

Mechanizm RT opiera się na połączaniu dwóch elementów: (1) zwiększonego stanu czujności połączonego z poczuciem zdziwienia oraz (2) intencji przeniesienia tego stanu do snu. Zatem w momencie gdy zadaję sobie pytanie „czy to sen”, wchodzą w stan podwyższonej świadomości – czujności – ale nie świadomości treści doświadczenia, ale stanu czujności jako takiej (metaświadomości). Można to porównać do stanu umysłu osoby będącej na polowaniu – jest ona czujna, zmysłowo oczekuje na pojawienie się czegoś, ale jest to stan czujności jako takiej, a nie świadomości czegoś, jako treści doświadczenia. Stan ten, z racji założenia o tym, że możemy być we śnie, łączy jest w wrażeniem zwątpienia czy raczej też – zdziwienia. Celem tego nie jest jednak zdziwienie w stosunku do tego CO widzimy, słyszymy i czujemy, ale JAK. Zatem, skupiamy się na sprawdzeniu, czy sposób w jaki doświadczamy świata, jest normalny i właściwy. Prowadzi to zwiększonego poczucia świadomości w czasie i przestrzeni: Gdzie jestem? Co robię? Co się dzieje? Czy to jak doświadczam świata jest normalne? Dlatego też, nie potrzeba wykonywać żadnych czynności, np wciągać powietrza itp., a nawet gdy to robimy, celem tego powinno być wzmacnianie poczucie czujności i zdziwienia. Innymi słowy – czynność sprawdzenia czy śnimy, jeśli już następuje, jest naturalną konsekwencją poczucia zwątpienia, a nie, jak zwykle ma to miejsce, wykonywana mechanicznie.

Odnosząc to do nawyków, nie staramy się stworzyć nawyku wykonywania pewnych czynności, ale nawyk podwyższania stanu czujności / meta-świadomości. Jak ktoś ma ochotę szukania w tu źródeł neurobiologicznych, to może o tym myśleć jako o stymulacji aktywacji niektórych obszarów przedczołowych, których aktywacja zostanie podtrzymana (bądź pojawi się, zostanie wzbudzona) we śnie (klik i klik). Rzeczywistość „testujemy” zatem nie za pomocą zachowania (jak próba wdychania powietrza przez nos) a za pomocą sprawdzenia sposobu naszego poznania poprzez świadomość własnej percepcji, która wynika z realnego zaciekawienia i zdziwienia tym, w jakim stanie świadomości jesteśmy.

Kiedy sprawdziliśmy już, że to jawa a nie sen, przechodzimy do drugiego elementu techniki – powtarzamy sobie frazę w stylu. „ok, teraz nie śnię, ale gdy będę śnił, to rozpoznam że to sen”. Jednak, znów, nie polega na bezmyślnym powtarzaniu tej frazy (jak robi wiele osób), ale na rzeczywistym wzbudzeniu, intencji, że ten stan czujności i zdziwienia pojawi się znów, w tym we śnie. Dlatego, nie musimy nawet wyrażać tego życzenia werbalnie, ważne jest żeby to „poczuć” w ciele i emocjach. Tego rodzaju intencja przypomina sytuację, w której przypominamy sobie nagle w sklepie, że mieliśmy kupić bułki. Przypomnienie to jest nagłe, na zasadzie „aha!” – nie myślimy o tym cały czas – wcześniej umieściliśmy sobie taką intencję gdzieś „z tyłu głowy”. W psychologii ten rodzaj motywacji nazywa się implementacją intencji. Opiera się ona o pewien szczególny rodzaj pamięci nazywany pamięcią prospektywną.

Regularne powtarzanie „testów”, prowadzi do zwiększenia pewnego bazowego poziomu wrażliwości i czujności czy orientacji w miejscu i czasie połączanej ze zwątpieniem. Jednak znów, nie polega to na ciągłym skupieniu na zmysłach jak twierdzą niektórzy, a na względnie częstym, delikatnym odczuciu zwątpienia – trochę tak jakbyśmy weszli do miejsca, które jest podejrzane – towarzyszy nam wtedy delikatna wątpliwość i czujność.

Kiedy nauczymy się wzbudzać tę czujność i zwątpienie/zdziwienie naturalnie zacznie ona pojawiać się we śnie. Jest jednak jeden warunek – cały trening musi być przyjemny, musi być nagrodą samą w sobie. Stan który wzbudzamy, powinien cechować się wrażeniem refleksji, ekscytacji, radosnego wysiłku i zadowolenia. Dzięki temu praktyka sama w sobie sprawia nam radość, a nie opiera się na ciągłym przymusie i powinności, a rezultat pojawia się naturalne. Dzięki temu pojawia się pozytywna spirala adaptacyjna – radosny trening daje efekty, efekty dają radosny trening. Ciekawie o tego rodzaju motywacji pisał Adam Bytof.
Kiedy utrzymujemy tego typu trening, wrażenie czujności i intencja zachowania go podczas snu, naturalnie pojawia się podczas zasypiania – oczywiście możemy specjalnie ją wzbudzać. Co tutaj istotne, kluczem nie jest znów klepanie fraz, bezmyślne ich powtarzanie, ale kreowanie intencji, którą czuć w ciele.

Podsumowując – test rzeczywistości jest skuteczny, tylko trzeba wykonywać go poprawnie. Niestety, większość poradników i książek opisuje tę technikę w sposób nietrafiony. Procedura jest natomiast taka:
1. Pytanie – czy to sen, choć można się obejść bez tego pytania werbalnie, chodzi o samo poczucie, wątpliwość.
2. Które prowadzi do stanu zwiątpienia, zdziwienia, refleksji (nie myślowej, a poznawczej) nad tym czy to jak doświadczamy świata (ale nie czego doświadczamy) jest „normalne”, co wiąże się ze stanem wzmożonej czujności (jak na polowaniu), skupieniu na poczuciu tego gdzie jestem, co się dzieję, co robię i jak doświadczam.
3. Kiedy wiemy już, że doświadczamy normalnie (a jeśli to sen to po prostu już to wiemy bez wykonywania dodatkowych czynności „sprawdzających”) to implementujemy intencję w stylu „będę utrzymywał ten stan czujności i wielokrotnie wzbudzał poczucie zdziwienia, w tym we śnie”.

Na koniec, jeszcze jeden tip który odkryłem – wzbudzanie poczucia zdziwienia/czujność w czasie i miejscu i przestrzeni wspomaga wykonanie grymasu zdziwienia.

Umysł ponad ciałem i oddechem to ideologia

Czasami wśród osób praktykujących medytację można usłyszeć, że jest to jedyna akceptowalna forma praktyki. Mają oni wtedy na myśli zaawansowane formy medytacji bez przedmiotu, które nie wymagają wysiłku czy kontrolowanie uwagi. Niektórzy gardzą metodami oddechowymi i fizycznymi twierdząc, że to wszystko jest stworzone przez umysł a prawdziwa praktyka jest poza umysłem. To ideologia, wynikająca z ignorancji- braku zrozumienia, że te metody nie są celem samym w sobie, a jedynie środkiem. Aby wejść w głęboki stan medytacyjny, należy stworzyć ku temu odpowiednie warunki. I wybrać metody najskuteczniejsze, najszybsze, najłatwiejsze, najbardziej powtarzalne i co najważniejsze- najbardziej odpowiednie do rodzaju przeszkód które się w danym momencie pojawiają. I stosować w zależności od potrzeby. Czasami po prostu nie jesteśmy w stanie wejść w stan obecności natychmiast. I mamy do wyboru- albo trwać w rozproszeniu udając że praktykujemy poza umysłem, albo wykorzystać umysł, żeby szybciej go przekroczyć.

Nowy Fanpage dot. New Age

Zapraszam na mój nowy fanpage, na którym naśmiewam się z New Age’u.

Jest to projekt równoległy do tego, nie rezygnuję z bloga, więc spokojnie 🙂

Prezentacja z wykładu pt „Biologiczne podstawy odmiennych stanów świadomości” na Dniach Mózgu na SWPS w Sopocie.

Wczoraj (18.03.2016r.) miałem przyjemność wygłosić wykład na Dniach Mózgu na SWPS w Sopocie, dotyczący odmiennych stanów świadomości z punktu widzenia neuronauk i kognitywistyki.

Oto prezentacja: Odmienne stany świadomości, Dni mózgu SWPS Sopot 2016- prezentacja

Jak zrobić buddyjską, tybetańską thankę?

Thanka (thangka) to związane z buddyzmem tybetańskim malowidło na płótnie, przedstawiające bóstwo medytacyjne. Wiszą one zwykle w świątyniach czy miejscach, gdzie spotykają się grupy medytacyjne. Abstrahując, od i religijnej i rytualnej funkcji, thanka wprowadza świetny klimat w miejscu medytacji i dodaje +5 do statusu społecznego buddysty i +3 do mocy samadhi. Dlatego też, wiele osób praktykujących buddyzm, targane duchowym materializmem, marzy o posiadaniu własnej. Problem polega na tym, że „profesjonalny” egzemplarz, czyli taki malowany ręcznie, kosztuje zwykle od 1500 do 5000zł albo i więcej.

Swego czasu zobaczyłem u znajomego taką mini-thankę domowej roboty i pomyślałem, że chciałbym sobie taką zrobić, najlepiej wielką i za 200zł. A z racji tego, że jestem osobą która potrafi realizować swoje pomysły, to tak uczyniłem.

IMG_20151114_100737_20151013_235341

 

Jak? W zasadzie potrzebne są do tego dwie rzeczy- materiał brokatowy oraz wizerunek bóstwa.

Długo zastanawiałem się, skąd wziąć materiał i ostatecznie doszedłem do wniosku, że jeżeli można gdzieś go kupić, to na pewno na Ebayu od Chińczyków. Szybki przegląd potwierdził moje odczucia. Można tam kupić materiał o różnych wzorach, w tym dokładnie ten sam, z którego szyje się oryginalne thanki. Koszt tkaniny na dużą thankę 110x63cm wyniósł mnie ok. 110zł. Do tego celu potrzebne pięć kawałków materiału 0,5m x 0,9m: trzy niebieskie, jeden czerwony i jeden pomarańczowy. Na Ebayu płaci się paypalem, przesyłka jest w domu w ok. 2-3 tygodnie. Odpowiedniego materiału należy szukać pod hasłem „brocade silk” lub „brocade material”,

Drugi krok to wydruk. Najpierw trzeba mieć odpowiedni wizerunek, w dobrej jakości. W Internecie jest sporo, zależy co nas interesuje. Ja nie mogłem znaleźć niestety nic satysfakcjonującego, dlatego ostatecznie wraz z kobietą mego serca zrobiliśmy zdjęcia thanki znajomych.

Mając odpowiedni plik, schody dopiero się zaczynają. Bowiem w większości drukarni drukują obraz na grubym płótnie, którego faktura będzie widoczna, a nam zależy na to, aby była drobna. Dodatkowo, zazwyczaj obraz pokrywają werniksem, i mimo tego że zawsze zapewniają, że mają taki matowy, to on i tak świeci.

Sedno sprawy polega zatem na znalezieniu materiału o niskiej gramaturze. Próbowałem szukać różnych materiałów jak bawełna i 114 innych, ale nic sensownego nie było. Ostatecznie zdecydowałem się na wydruk na płótnie o jak najmniejszej gramaturze jaka była, tj 180g/m2 i to był strzał w dziesiątkę. Wydruk wyszedł świetnej jakości i nie świecił się. Jego koszt to ok. 25zł. Należy pamiętać, aby zostawić poza obrazkiem niezadrukowaną ramkę minimum 3-4 centrymetry do obszycia.

Następny krok to zszycie wszystkiego. Z racji tego że nie czuliśmy się na siłach, znaleźliśmy przez grupę facebookową poświęconą szyciu osobę, która zechciała to zszyć, za ok. 50zł.

Zatem koszt całości wyniósł ok. 200zł.

Gotowa thanka, została podpisana i „pobłogosławiona” przez buddyjskiego mnicha.

 

Jak zrobić własną thankę- wersja instant:
1. Zamów od chińczyków materiał brokatowy z Ebaya, w trzech kolorach (w zależności jakie kolory chcemy)
2. Wydrukuj wizerunek bóstwa na płótnie o gramaturze 180g/m2. Zostaw niezadrukowaną ramkę ok. 3cm na obszycie.
3. Zszyj lub zleć komuś do zszycia thankę.
4. Jeżeli chcesz, daj ją do pobłogosławienia lamie.

Czy doświadczenie mistyczne jest prawdziwe? Cytaty z książki Kena Wilbera „Śmietelni nieśmiertelni”

TKW: Skąd wiesz, że Duch istnieje? Mistycy twierdzą, że istnieje, ale na jakiej podstawie opierają swoje twierdzenie?

KW: Na bezpośrednim doświadczeniu. Ich twierdzenia nie są oparte na zwykłych wierzeniach, pojęciach, teoriach lub dogmatach, lecz na bezpośrednim doświadczeniu, doświadczeniu duchowym. To właśnie oddziela mistycyzm od zwykłych, dogmatycznych wierzeń religijnych.

TKW: W takim razie co z argumentem, że doświadczenie mistyczne nie liczy się jako wiedza, gdyż nie da się go opisać, a więc nie można go przekazać?

KW: Doświadczenie mistyczne rzeczywiście takie jest – nie da się go całkowicie ubrać w słowa. Tak jest z każdym doświadczeniem. Trzeba zobaczyć zachód słońca, zjeść kawałek tortu, posłuchać Bacha – trzeba tego doświadczyć, by wiedzieć, jak to jest. Ale przecież nie wyciągamy z tego wniosku, że zachód słońca, tort czy muzyka nie istnieją czy nie liczą się. Poza tym, nawet jeśli doświadczenie mistyczne jest „niewyrażalne”, to jednak m o ż e być przekazane. To znaczy, że praktyki duchowej pod przewodnictwem mistrza duchownego można się uczyć, ale nie da się jej opowiedzieć

(…)

TKW: Doświadczenie mistyczne, które mistykowi wydaje się tak pewne, w rzeczywistości jednak może okazać się pomyłką (…).

KW: Zgadzam się, żę doświadczenie mistyczne w zasadzie nie jest bardziej pewne niż jakiekolwiek inne bezpośrednie doświadczenie (…) Innymi słowy, ten argument przeciwko wiedzy mistycznej właściwie dotyczy wszystkich rodzajów wiedzy opartej na doświadczeniu, włączajac w to nauki empiryczne. Wydaje mi się, że patrzę na księżyc, ale mogę się mylić (…) Jak to odkrywamy? Sprawdzamy na podstawie wielu doświadczeń 0- co mistycy robili zawsze, sprawdzając i analizują swoje doświadczenie przez dziesięciolecia, wieki a nawet tysiąclecia.

(…)

TKW: Twierdzisz więc, że mistycyzm w odróżnieniu od dogmatycznej religii jest naukowy, gdyż opiera się na bezpośrednich dowodach empirycznych i na badaniach.

KW: Tak, zgadza się. Mistycy nie chcą, byś brała cokolwiek na wiarę. Raczej podają ci cały zestaw eksperymentów do badania własnej świadomości i doświadczenia. Laboratorium to twój własny umysł, eksperyment – to medytacja. Sama robisz próby i porównujesz wyniki swoich badań z innymi, którzy również przeprowadzili eksperyment. Na podstawie tej wiedzy empirycznej dochodzisz do pewnych prawd ucha – do pewnych „głębokich prawd”.

 

Ken Wilber, „Śmiertelni Nieśmiertelni”, Jacek Santorski & Co, 1995, s. 102- 104

 

Previous Older Entries