Umysł ponad ciałem i oddechem to ideologia

Czasami wśród osób praktykujących medytację można usłyszeć, że jest to jedyna akceptowalna forma praktyki. Mają oni wtedy na myśli zaawansowane formy medytacji bez przedmiotu, które nie wymagają wysiłku czy kontrolowanie uwagi. Niektórzy gardzą metodami oddechowymi i fizycznymi twierdząc, że to wszystko jest stworzone przez umysł a prawdziwa praktyka jest poza umysłem. To ideologia, wynikająca z ignorancji- braku zrozumienia, że te metody nie są celem samym w sobie, a jedynie środkiem. Aby wejść w głęboki stan medytacyjny, należy stworzyć ku temu odpowiednie warunki. I wybrać metody najskuteczniejsze, najszybsze, najłatwiejsze, najbardziej powtarzalne i co najważniejsze- najbardziej odpowiednie do rodzaju przeszkód które się w danym momencie pojawiają. I stosować w zależności od potrzeby. Czasami po prostu nie jesteśmy w stanie wejść w stan obecności natychmiast. I mamy do wyboru- albo trwać w rozproszeniu udając że praktykujemy poza umysłem, albo wykorzystać umysł, żeby szybciej go przekroczyć.

Nowy Fanpage dot. New Age

Zapraszam na mój nowy fanpage, na którym naśmiewam się z New Age’u.

Jest to projekt równoległy do tego, nie rezygnuję z bloga, więc spokojnie 🙂

Prezentacja z wykładu pt „Biologiczne podstawy odmiennych stanów świadomości” na Dniach Mózgu na SWPS w Sopocie.

Wczoraj (18.03.2016r.) miałem przyjemność wygłosić wykład na Dniach Mózgu na SWPS w Sopocie, dotyczący odmiennych stanów świadomości z punktu widzenia neuronauk i kognitywistyki.

Oto prezentacja: Odmienne stany świadomości, Dni mózgu SWPS Sopot 2016- prezentacja

Jak zrobić buddyjską, tybetańską thankę?

Thanka (thangka) to związane z buddyzmem tybetańskim malowidło na płótnie, przedstawiające bóstwo medytacyjne. Wiszą one zwykle w świątyniach czy miejscach, gdzie spotykają się grupy medytacyjne. Abstrahując, od i religijnej i rytualnej funkcji, thanka wprowadza świetny klimat w miejscu medytacji i dodaje +5 do statusu społecznego buddysty i +3 do mocy samadhi. Dlatego też, wiele osób praktykujących buddyzm, targane duchowym materializmem, marzy o posiadaniu własnej. Problem polega na tym, że „profesjonalny” egzemplarz, czyli taki malowany ręcznie, kosztuje zwykle od 1500 do 5000zł albo i więcej.

Swego czasu zobaczyłem u znajomego taką mini-thankę domowej roboty i pomyślałem, że chciałbym sobie taką zrobić, najlepiej wielką i za 200zł. A z racji tego, że jestem osobą która potrafi realizować swoje pomysły, to tak uczyniłem.

IMG_20151114_100737_20151013_235341

 

Jak? W zasadzie potrzebne są do tego dwie rzeczy- materiał brokatowy oraz wizerunek bóstwa.

Długo zastanawiałem się, skąd wziąć materiał i ostatecznie doszedłem do wniosku, że jeżeli można gdzieś go kupić, to na pewno na Ebayu od Chińczyków. Szybki przegląd potwierdził moje odczucia. Można tam kupić materiał o różnych wzorach, w tym dokładnie ten sam, z którego szyje się oryginalne thanki. Koszt tkaniny na dużą thankę 110x63cm wyniósł mnie ok. 110zł. Do tego celu potrzebne pięć kawałków materiału 0,5m x 0,9m: trzy niebieskie, jeden czerwony i jeden pomarańczowy. Na Ebayu płaci się paypalem, przesyłka jest w domu w ok. 2-3 tygodnie. Odpowiedniego materiału należy szukać pod hasłem „brocade silk” lub „brocade material”,

Drugi krok to wydruk. Najpierw trzeba mieć odpowiedni wizerunek, w dobrej jakości. W Internecie jest sporo, zależy co nas interesuje. Ja nie mogłem znaleźć niestety nic satysfakcjonującego, dlatego ostatecznie wraz z kobietą mego serca zrobiliśmy zdjęcia thanki znajomych.

Mając odpowiedni plik, schody dopiero się zaczynają. Bowiem w większości drukarni drukują obraz na grubym płótnie, którego faktura będzie widoczna, a nam zależy na to, aby była drobna. Dodatkowo, zazwyczaj obraz pokrywają werniksem, i mimo tego że zawsze zapewniają, że mają taki matowy, to on i tak świeci.

Sedno sprawy polega zatem na znalezieniu materiału o niskiej gramaturze. Próbowałem szukać różnych materiałów jak bawełna i 114 innych, ale nic sensownego nie było. Ostatecznie zdecydowałem się na wydruk na płótnie o jak najmniejszej gramaturze jaka była, tj 180g/m2 i to był strzał w dziesiątkę. Wydruk wyszedł świetnej jakości i nie świecił się. Jego koszt to ok. 25zł. Należy pamiętać, aby zostawić poza obrazkiem niezadrukowaną ramkę minimum 3-4 centrymetry do obszycia.

Następny krok to zszycie wszystkiego. Z racji tego że nie czuliśmy się na siłach, znaleźliśmy przez grupę facebookową poświęconą szyciu osobę, która zechciała to zszyć, za ok. 50zł.

Zatem koszt całości wyniósł ok. 200zł.

Gotowa thanka, została podpisana i „pobłogosławiona” przez buddyjskiego mnicha.

 

Jak zrobić własną thankę- wersja instant:
1. Zamów od chińczyków materiał brokatowy z Ebaya, w trzech kolorach (w zależności jakie kolory chcemy)
2. Wydrukuj wizerunek bóstwa na płótnie o gramaturze 180g/m2. Zostaw niezadrukowaną ramkę ok. 3cm na obszycie.
3. Zszyj lub zleć komuś do zszycia thankę.
4. Jeżeli chcesz, daj ją do pobłogosławienia lamie.

Czy doświadczenie mistyczne jest prawdziwe? Cytaty z książki Kena Wilbera „Śmietelni nieśmiertelni”

TKW: Skąd wiesz, że Duch istnieje? Mistycy twierdzą, że istnieje, ale na jakiej podstawie opierają swoje twierdzenie?

KW: Na bezpośrednim doświadczeniu. Ich twierdzenia nie są oparte na zwykłych wierzeniach, pojęciach, teoriach lub dogmatach, lecz na bezpośrednim doświadczeniu, doświadczeniu duchowym. To właśnie oddziela mistycyzm od zwykłych, dogmatycznych wierzeń religijnych.

TKW: W takim razie co z argumentem, że doświadczenie mistyczne nie liczy się jako wiedza, gdyż nie da się go opisać, a więc nie można go przekazać?

KW: Doświadczenie mistyczne rzeczywiście takie jest – nie da się go całkowicie ubrać w słowa. Tak jest z każdym doświadczeniem. Trzeba zobaczyć zachód słońca, zjeść kawałek tortu, posłuchać Bacha – trzeba tego doświadczyć, by wiedzieć, jak to jest. Ale przecież nie wyciągamy z tego wniosku, że zachód słońca, tort czy muzyka nie istnieją czy nie liczą się. Poza tym, nawet jeśli doświadczenie mistyczne jest „niewyrażalne”, to jednak m o ż e być przekazane. To znaczy, że praktyki duchowej pod przewodnictwem mistrza duchownego można się uczyć, ale nie da się jej opowiedzieć

(…)

TKW: Doświadczenie mistyczne, które mistykowi wydaje się tak pewne, w rzeczywistości jednak może okazać się pomyłką (…).

KW: Zgadzam się, żę doświadczenie mistyczne w zasadzie nie jest bardziej pewne niż jakiekolwiek inne bezpośrednie doświadczenie (…) Innymi słowy, ten argument przeciwko wiedzy mistycznej właściwie dotyczy wszystkich rodzajów wiedzy opartej na doświadczeniu, włączajac w to nauki empiryczne. Wydaje mi się, że patrzę na księżyc, ale mogę się mylić (…) Jak to odkrywamy? Sprawdzamy na podstawie wielu doświadczeń 0- co mistycy robili zawsze, sprawdzając i analizują swoje doświadczenie przez dziesięciolecia, wieki a nawet tysiąclecia.

(…)

TKW: Twierdzisz więc, że mistycyzm w odróżnieniu od dogmatycznej religii jest naukowy, gdyż opiera się na bezpośrednich dowodach empirycznych i na badaniach.

KW: Tak, zgadza się. Mistycy nie chcą, byś brała cokolwiek na wiarę. Raczej podają ci cały zestaw eksperymentów do badania własnej świadomości i doświadczenia. Laboratorium to twój własny umysł, eksperyment – to medytacja. Sama robisz próby i porównujesz wyniki swoich badań z innymi, którzy również przeprowadzili eksperyment. Na podstawie tej wiedzy empirycznej dochodzisz do pewnych prawd ucha – do pewnych „głębokich prawd”.

 

Ken Wilber, „Śmiertelni Nieśmiertelni”, Jacek Santorski & Co, 1995, s. 102- 104

 

Relacja z sesji w zbiorniku do izolacji / deprywacji sensorycznej

W ciągu ostatnich tygodni udało mi się spełnić jedno z moich marzeń, jakim jest pobyt w zbiorniku do deprywacji sensorycznej. Wykupiłem bilecik 3 wejściowy do Endorfia Floationg w Gdańsku- bardzo polecam to miejsce, wszystko super zorganizowane, prowadzą to świetni ludzie.

Dla niewtajemniczonych- deprywacja sensoryczna to zjawisko „odcięcia” od zmysłów- leżysz w pomieszczeniu wypełnioną bardzo słoną wodą o temperaturze 37 stopni, która wypiera Twoje ciało, a więc unosisz się na niej. Dzięki temu nie czujesz grawitacji. Jest też ciemno, kabina jest też wygłuszona i masz zatyczki do uszu. W ten sposób ograniczasz bodźce zewnętrzne i wchodzisz w głęboki relaks i wewnętrzną podróż.

Każda sesja to 15 minut przygotowania- prysznic przede wszystkim, potem 60 minut leżenia, właściwego floatingu, i znów 10 minut na prysznic i ogarnięcie się. Podczas każdej z tych sesji przyjąłem trochę inną strategię, aby wypróbować różne opcje. Zapraszam.

IMG_20151119_193842


Sesja 1

Wchodzę do kabiny. Robię krótkie ćwiczenie oddechowe, kładę się. Natychmiast woda wypiera moje ciało. Cudowne uczucie! Odpuszczam wszystkie mięśnie i pozwalam im się zrelaksować. Przez chwilę, 1-2 minuty obserwuję poszczególne partie ciała i rozluźniam je. I nagle zaczynam czuć jakby, wirował, opadał, kołysał się, bujał. Dobrze mi znane objawy pogłębiania się relaksu i uwalniania napięć, ale jak to szybko nastąpiło! Obserwuję te odczucia i pozwalam im się rozwijać. Po jakimś czasie się to uspokaja. Ciało jest super rozluźnione, czuję że nawet gdybym chciał to bym nie mógł nim poruszyć. Przechodzę do rozluźnienia oddechu. Obserwuję go, lekko akcentuję wydech i się na nim rozluźniam. Po ok. 5 minutach jest on już swobodny i lekko go obserwując pozwalam mu stawać się jeszcze bardziej swobodnym. Teraz czas na umysł. W jednej chwili skupiam się odcinając dialog wewnętrzny i przechodząc w subtelniejszy wymiar myśli. Zdecydowałem się nie forsownie się koncentrować, raczej obserwować myśli. No tu zeszło mi długo, ale jakoś nie udało mi się dobrze „wyzwolić” myśli, puścić je/ rozpuścić w przestrzeni. Tak kontynuowałem do końca. Mniej więcej od połowy sesji pojawił się błogostan, który utrzymywał się z przerwami do końca.

Po 60 minutach wstałem ledwo ogarniając rzeczywistość i poszedłem pod prysznic. Po sesji byłem w pięknym błogostanie. Jednak czasami czułem przebijającą się nerwowość/ zwyczajny umysł. Ale to pierwsze sesja, cudów nie ma co się spodobać. Spokój utrzymywał się przez następne ok. 2 dni.

Wrażenia i wnioski: Cudowny głęboki relaks w bardzo szybkim czasie z łatwym ominięciem przeszkód ze strony ciała. Wszystko to co znam i potrafię, ale dużo szybciej i łatwiej. Niesamowita sprawa.

Sesja 2

Tu poszedłem w innym kierunku i postawiłem na skupienie. Położyłem się, wstępnie zrelaksowałem i skupiłem na wyobrażeniu czerwonej kuli w gardle/ czakrze gardła. I tak utrzymywałem je przez większość czasu. Udało mi się ustabilizować koncentrację i się wyciszyć, ale nie dałem rady już pogłębić tego uspokojenia i rozluźnić koncentracji. Kilka razy też przysnąłem na krótko.

Po sesji czułem się wyciszony, ale nie w żaden nadzwyczajny sposób. Przez następne dni łatwiej było mi utrzymywać uważność i praktykować medytację formalnie.

Wrażenia i wnioski: szału nie było, wyciszenie zwyczajne, no może troszkę głębsze.

Sesja 3

Wyciągnąwszy wnioski z pierwszy dwóch sesji, nie chciałem nastawiać się za bardzo i podszedłem do sesji bardziej spontanicznie. Postanowiłem od początku pójść w rozluźnienie i kontemplację. Najpierw znów zrobiłem krótkie ćwiczenia oddechowe. Po położeniu się poświęciłem ok. 5 minut na rozluźnienie ciała. Udało się bez większych problemów, choć nie był to tak głęboki relaks jak za pierwszym razem. Ale nie samym ciałem człowiek żyje. Następne co zrobiłem to „pozostawiłem umysł takim jakim jest”, puściłem strumień myśli, a że ostatnie dni regularnie medytowałem, udało się to bez przeszkód. Po prostu zostawiłem umysł, obserwowałem myśli bez modyfikowania ich i pozostawałem obecnym. I to był strzał w dziesiątkę. Bardzo szybko poczułem wolność i ulgę, tak jak to nazywam „urlop od umysłu”. I tak trwałem i pozwalałem się temu pogłębiać. Co jakiś czas się rozpraszałem jednak łatwo wracałem.

Po ok. 30 minutach zaczęły pojawiać się różne „dziwne myśli”, dotyczące mojego życia. Były to bardzo wyraźne i konkretne rady dotyczące tego, na czym mam się teraz w życiu skupić, po prostu wgląd. Posiadając w tym doświadczenie, podczas tego procesu delikatnie go kierunkowałem poprzez intencje, sugestie myśli, wyobrażenia. Jest coś w rodzaju podróży szamańskiej, głębokiej autohipnozy czy też bezpośredniego kontaktu z „podświadomością”. Doświadczenia tego typu zdarzają mi się rzadko, bardzo więc jestem z tego zadowolony. Ten etap trwał ok. 10 minut. Potem wrzuciłem sobie jeszcze kilka sugestii autohipnotycznych. Po ok. 40 minutach sesji poczułem dyskomfort i na dodatek podrapałem się słoną ręką w oko więc szczypało. Usiadłem na chwilę i potem znów się położyłem i starałem się kontemplować do końca sesji.

Po sesji udawało mi się utrzymać kontemplacyjny stan prawie przez cały wieczór i dnia następnego i od tego czasu zdecydowanie łatwiej go osiągnąć i wejść w „medytacyjny tryb”.

Wrażenia i wnioski: genialnie wręcz, piękna sesja. Nie dość, ze kontemplacja i relaks, to jeszcze miłe doświadczenie „podróży szamańskiej”.

Podsumowanie

Uważam, że floating to świetna sprawa. Pozwala osiągnąć stany relaksacji i medytacji dużo szybciej i łatwiej niż w „normalny sposób”. Uważam, że dla wprawnego jogina nie jest to konieczne, ale warto z tego ułatwienia skorzystać. Polecam chociaż udać się jedną sesję w ramach eksperymentu, zdobycia nowego doświadczenia. Ja bym chciał taki zbiornik w domu/ w piwnicy i kilka razy w tygodniu korzystać. I oby to się spełniło.

Pozdrawiam.

Czy wszystko jest doskonałe i należy to akceptować?

Jednym z głównych postulatów ruchu New Age jest podejście, że na „wyższym” poziomie wszystko jest doskonałe. Dlatego też, należy wszystko akceptować takie jakie jest, bez oceniania. Tego rodzaju akceptacja ma doprowadzić nas do rozwiązania wielu problemów i oczyszczenia umysłu i emocji. Niestety to tłumaczenie jest bardzo nieprecyzyjne i wynika z tego wiele problemów i patologii.

Teoria, że wszystko jest doskonałe i należy to akceptować, odnosi się do postawy umysłu, którą osiąga się dzięki regularnej praktyce medytacji. Rozwijając koncentrację i uważność, zaczynamy przechodzić na inny tryb funkcjonowania uwagi, w którym jesteśmy w stanie jednocześnie postrzegać myśli i emocje oraz pozwalać aby pojawiały się one i znikały bez naszej ingerencji. Dzięki temu, przestajemy się ich mentalnie „chwytać”, nadmiernie babrać się w emocjach i stanach umysłu. Podaje się tutaj metaforę strumienia, który płynie bez przeszkód lub ptaka, który swobodnie sunie po niebie. I rzeczywiście, tego rodzaju akceptacja, może przynieść nam wiele korzyści, uwolnić nas od napięć i umożliwić dostęp do odmiennego, a zarazem głębokiego doświadczania rzeczywistości.

Niestety, w środowiskach New Age, czy też bardziej ogólniej mówiąc, osób interesujących się duchowością, akceptację rozumie się często w skrzywiony, chory sposób. Zamiast zrozumieć, że chodzi o poznawczą akceptację treści umysłu, tworzy się z tego ideologię twierdząc, że należy przyzwolić na wszystkie zachowania, w tym patalogiczne. I w ten sposób, od „niuejdżowców”, możemy usłyszeć, że molestowanie jest w porządku, bo nie powinniśmy przecież oceniać, albo, że ktoś komuś pieniędzy nie odda, bo przecież nie ma skąd i to jest w porządku, a kto tego nie rozumie i się złości, to ma problemy z akceptacją. Wielokrotnie byłem świadkiem przyzwolenia, w tym grupowego, na patalogiczne- agresywnych, niedojrzałe, chore- zachowania w środowiskach buddyjskich, pod pretekstem rozwoju duchowego.

Akceptacja odnosi się do myśli, a nie do zachowania! Postawa przyzwolenia, aby myśli pojawiały się i znikały bez ich modyfikacji nie jest jednoznaczna z utratą kontroli nad działaniem i przyzwoleniem na patologiczne zachowanie! 

Oczywiście, ta ideologia jest pełna sprzeczności, ponieważ skoro ktoś ma akceptować patologię i nie wyrażać sprzeciwu, to dlaczego nie powinniśmy uznać sprzeciwu za właściwy i go zaakceptować? W ten sposób, opaczne rozumienie tej kwestii, staje się sposobem usprawiedliwiania każdego zachowania, tłumaczenia własnych niekonstruktywnych nawyków, mechanizmem ucieczkowym, utrzymujących negatywne wzorce.

Rozwiązaniem jest tu zrozumienie, że należy nie oceniać treści naszego doświadczenia, nie zmieniając ich i nie walcząc z nimi. Jedyną drogą do urzeczywistnienia tego jest regularna praktyka medytacji, która zmienia sposób funkcjonowania uwagi.

Previous Older Entries