Medytacja a fale mózgowe – „stan alfa” i „stan theta”?

52aee2c210fb44668d6fef2c71a0b54d

Kursy i książki obiecują nam spokój i szczęście poprzez osiąganie „stanu alfa” czy „stanu theta”. Badania neuropsychologiczne pokazują związki praktyk medytacyjnych z aktywnością bioelektryczną, jednak są one bardziej złożone. Po pierwsze, różne badania dają niespójne wyniki, co wynika z ograniczeń metodologicznych i technologicznych oraz wieloetapowości praktyki medytacji – nie jest ona jednym stanem. Aktywność mózgu nieustannie się zmienia, choć w stanach medytacyjnych rzeczywiście może ulegać stabilizacji. Po drugie, różne obszary mózgu iskrzą w różnym rytmie (częstotliwości i amplitudzie), nie na jednego uogólnionego stanu „alfa” czy „theta”. Zwykle po zamknięciu oczu, u zdrowych, niemedytujących osób, pojawiają się fala alfa w płatach potylicznych (obszary związane z percepcją wzrokową).  Jednak mimo złożoności zjawiska, na obecnym etapie badań, można wyciągnąć pewne spójne wnioski.

W wielu eksperymentach, u osób medytujących obserwowany jest wzrost aktywności fal alfa, głównie w obszarach potylicznych (również przy otwartych oczach), co związane jest z osłabieniem reaktywności uwagowej ma bodźce wzrokowe. Bardziej interesujący jest natomiast sposób zmiany wzorca tych fal. Zwykle, bodźce zewnętrzne, takie jak byłsk świetlny czy dźwiek, blokują na chwilę stan alfa, co związane jest ze spostrzeżeniem bodźca- uwaga zostaje „przerzucona” na obiekt. Jednocześnie, efekt ten zanika w sytuacji wielokrotnego powtarzania bodźca – percepcja przyzwyczaja sie do powtarzającego się np. dźwięku lodówki czy tykania zegara – nazywa się to „habituacją alfa”. U usób medytujących obserwowane są dwa zjawiska: (1) ciągłe utrzymanie habituacji, to znaczy stan alfa nie jest przerywany nawet za pierwszym razem gdy pojawia się bodziec, występujące u osób skupionych na obiekcie bez rozproszenia oraz (2) brak habituacji alfa czyli blokowanie fal alfa, przy każdym pojawieniu się bodźca, nawet powtarzanego wielokrotnie- doświadczenie percepcyjne jest wciąż „świeże”.

Niektóre badania wskazują też na aktywność fal theta, szczególnie w obszarach czołowych (związanych ze skupieniem i procesami uwagowymi) jednak najpewniej, pojawia się ona głównie podczas stabilnej praktyki skupienia i na początkowych etapach praktyki wglądu. Stan ten wiąże się ze spadkiem niepokoju i odczuwaniem wyciszenia i błogości.

Kilka pojedynczych badań, dotyczących szczególnie zaawansowanych medytujących (przepraktykowanych dziesiątki tysięcy godzin), wskazuje na wzrost aktywności fal gamma (najszybszych, 30-90 Hz) co wiąże się z subiektywnym doświadczeniem wglądu w „naturę umysłu”, nazywaną w badaniach naukowych nonreferential compassion (praktyka współczucia bez punktu odniesienia).

Opracowane na podstawie: Stanisław Radoń, Czy medytacja naprawdę działa?, 2017

 

Reklamy

Praktyka wspomagająca Jogę Snu

ROZPUSZCZANIE

Wykonywanie tej krótkiej praktyki ukaże, jak powinna wyglądać koncentracja w czasie praktyki. Rozpoczyna się ona od światła i tego, kto światło postrzega, ale jej celem jest zjednoczenie tych dwóch rzeczy. W pełni się rozluźnij. Zamknij oczy i rozpocznij od dokładnego wyobrażenia sobie niebieskiego tigle o delikatnym białym odcieniu, wielkości odcisku kciuka w ośrodku serca. Powoli rozszerzaj to światło i rozpraszaj je. Dobrze jest widzieć światło tigle, ale ważniejsze jest, by je poczuć. Niech promieniuje z twojego serca na zewnątrz i rozpuszcza wszystko, czego dotknie. Rozpuść pokój, w którym się znajdujesz, cały dom, miasto, kraj. Rozpuść po kolei całą Ziemię, Układ Słoneczny, wszechświat. Każdy punkt dotknięty przez umysł, każde miejsce, osoba, rzecz, myśl, wyobrażenie i uczucie rozpływa się w przestrzeni. Rozpływają się światy pożądania, foremny i bezforemny. Kiedy wszystko, co zewnętrzne, rozpływa się w świetle, wówczas niech ono wpłynie do ciebie. Niech rozpuści twoje ciało, zamieni je w niebieskie światło i wtopi w niebieskie światło wokół ciebie. Następnie rozpuść swój umysł, każdą myśl, każde zjawisko mentalne. Rozpuść wszystkie życiowe problemy. Stop się ze światłem. Stań się światłem. Teraz nie ma już wnętrza i tego, co na zewnątrz, nie ma ciebie i nie ma nie-ciebie. Nie czujesz już namacalnego świata ani jaźni. Istnieje tylko świetlistość w przestrzeni serca, przenikająca teraz wszystko. Doświadczenie wciąż się pojawia, spraw jednak, by spontanicznie rozpłynęło się w niebieskim świetle. Niech to się wydarza bez żadnego wysiłku z twojej strony. Istnieje tylko światło. Potem powoli rozpuść w przestrzeni nawet to światło. W tym stanie powinieneś spoczywać w czasie snu.

Tenzin Wangyal, Tybetańska joga snu i śnienia, REBIS, 2005

 

Ruch i bezruch

Niewytrenowany umysł jest nieustannie rozpraszany- uwaga bezwiednie przykleja się do wyłaniających się bodźców i wrażeń. Dlatego potrzebujemy koncentracji. Skupiamy się na wybranym obiekcie wizerunku, doznaniu, części ciała. Powracamy, gdy za każdym razem przechwytywana uwaga ześlizguje się. Wydłużają się okresy stabilnej, niezakłóconej koncentracji.

Celem nie jest jednak koncentracja, a spoczywanie, jednak miejsce w którym spoczniemy, wyłania się dzięki niej.  Doznajemy przestrzeni, bezruchu, ciszy, niezależnej od zjawisk- dźwięków, myśli i doznań. Utrzymujemy poczucie otwartości, bez potrzeby dalszego skupienia na czymś. Utrzymywanie uwagi na obiekcie zmienia się w utrzymywanie uwagi jako takiej. Początkowo doświadczana przestrzeń jest pozbawiona ruchu. Myśli i wrażenia, przejawiają się, ale poza nią. Przestrzeń i ruch są doświadczane jako rozdzielne, nie jesteśmy być ich świadomym jednocześnie. Zatem celem skupienia jest oddzielenie aspektu bezruchu od aspektu ruchu umysłu.

Odnajdując spokój, stopniowo rozluźniamy się, opadamy, aż stanie się naturalny i utrzymanie go będzie pozbawione wysiłku. Przestrzeń poszerza się i doświadczana jest jako istniejąca niezależnie od nas. Ona JEST, nawet gdy nie zwracamy na nią uwagi.

Teraz możemy przyzwalać na przejawianie się ruchu. Otwieramy bramy percepcji i zapraszamy myśli, doznania, wrażenia i bodźce do swobodnego przepływu. Doznając przestrzeni, obserwujemy jak w danym momencie pojawia się, trwa i znika myśl. BINGO! Doznanie przestrzenności, bezruchu oraz przejawień, ruchu stapiają się. Przestajemy kontrolować doświadczenie- niczego nie zmieniamy, nie blokujemy, nie tworzymy. Nie możemy się rozproszyć, bo nie ma już niczego co mogłoby nas rozproszyć i niczego co mogłoby być rozproszone. Wyłania się odczucie klarowności, swobodnie poruszającej się i pulsującej.

Skupiaj się aż wyłoni się spokój, niezmienna przestrzeń. Utrzymuj stan spokoju sam w sobie, aż stanie sie głęboki i stabilny. Obserwuj swoje myśli bez rozproszenia, aż wrażenie ruchu i brzuchu stanie się jednym. Spoczywaj i niczego nie zmieniaj.

 

Medytacja – złudna pigułka szczęścia

Różne potoczne nurty medytacyjne, te tradycyjne jak i świeckie często ideologizują duchową ścieżkę. Często mówi się, że, jedyną przyczyną braku spełnienia czy też psychologicznego cierpienia była ignorancja.  I jeśli rozwieje się ignorancję, czyli rozpozna „prawdziwą naturę umysłu”, to osiągnie się jedyne prawdziwe i trwałe szczęście. I tak jak nie wątpię w istnienie wglądu w  naturę umysłu, wręcz przeciwnie, tak trudno mi pogodzić się z wizją trwałego szczęścia. Na poczucie szczęścia i dobrostanu składa się bardzo wiele elementów i twierdzenie, że wszystko co trzeba to utrzymać wgląd jest bardzo naiwne. Owszem, owo rozpoznanie jest wartościowe. Pozwala ono rzeczywiście osiągnąć dość stabilne poczucie spełnienia. Ale tylko w sytuacji w której pozostałe obszary naszego życia są względnie (!) satysfakcjonujące. To znaczy, jeżeli mamy satysfakcoinującą pracę, hobby i przede wszystkim kontakty społeczne. Wtedy owszem, możemy trwać długimi okresami czasu w medytacyjnym FLOW, zanurzeni w przestrzeni życia i jest fantastycznie.

Jeśli natomiast nasze życie jest niesatysfakcjonujące, to najczęściej w ogóle nie mamy motywacji do regularnej praktyki, a nawet jeśli ją wykonujemy, to nie pojawia się naturalna spirala pozytywnych wzmocnień między pozytywnymi doświadczeniami życiowymi i praktyką i jej rezultatami. Ilekroć wiodłem niesatysfakcjonująde życie, zawsze moja praktyka była próbą stania na nogach kulawego człowieka i walką między frustracją a wyidealizowaną obietnicą spełniania. Taka sytuacja opiera się na błędnym kole. Człowiek w dołku psychicznym czy przygnębieniu życiowym ma dość tej sytuacji dlatego lgnie do wizji permanentnego szczęścia i zmusza się do praktyki. Sama ona, z powodu niewłaściwej motywacji, opartej na przymusie i poczuciu powinności często jest mało owocna, przez co męcząca. Jej rezultat jednocześnie nie odpowiadają wizji idealnej przez co jedynie rośnie frustracja i nadmierna, niewłaściwa samokontrola i poczucie przymusu. Jednocześnie, brak odpowiednich pozytywnych doświadczeń życiowych prowadzi do braku wzmocnienia motywacji. Z racji wiary w permanentne szczęście, wszystkie sytuacji braku powodzenia interpretowane są nie jako brak satysfakcjonującego życia, a w inny sposób, np „za mało praktykuję, muszę więcej”.

Istnieje jednak światełko w tunelu. Często ludzie trafiają na duchową ścieżkę z powodu cierpienia. I gdy zaczynają praktykować, dostają dodatkowej motywacji i świeżego spojrzenia na własne życie i pomaga im to wprowadzić zmiany w innych sferach. To staje się znów, wzmocnieniem do dalszej praktyki i pozytywna spirala prowadzi do przemiany osobowości. I jest to interpretowane błędnie jako przykład idei „wystarczy tylko praktykować a będzie samo szczęście”. Jest to wybiórcza interpretacja pewnych skorelowanych działań bez znajomości całego procesu.

Niestety, innym z kolei nie udaje sie przebić przez pewien próg i wejść na spiralę zmian. Po początkowym haju medytacyjnym pojawia się codzienna rutyna. Życie nadal jest tak samo bezbarwne i przykre. Pojawia się dysonans pomiędzy obiecaną wizją szczęścia a własnym dośwadczeniem. Skoro praktykuję regularnie i mam dobre efekty, to dlaczego moje życie się nie zmienia? Pojawia się negacja odczuć i dalsze brnięcie w ideologię. Czasami wręcz stagnacja we wprowadzeniu życiowych zmian. Autentycznie znam przypadki ludzi, którzy nie chcieli zajmować się zmianą swojej sytuacji, np w związku, bo przecież „wystarczy być w naturalnym stanie i wszystko samo się ułoży w doskonały sposób”. Taki styl życia staje się męczącym przywdziewaniem maski, próbą narzucenia sobie dobrostanu, do którego rozwoju nie ma warunków.

Zrozumcie mnie dobrze. Praktyka duchowa jest cenna i wartościowa i po latach zaczynamy widzieć, że jest to coś czemu warto się poświęcić. Jest źródłem transcendentalnych jakości, które nadają życiu głębszy sens. Natomiast nowy sposób doświadczania świata który kształtujemy, nie jest celem samym w sobie, a jedynie środkiem to innego sposobu przeżywania życia, które, jeśli całość ma nabrać tego głębszego sensu, musi znaleść odpowiednie ujście- w wartościowym i pełnym satysfakcji sposobie życia z innymi ludźmi i sobą. Niestety, ideologia magicznej pigułki bywa szkodliwa.

Nieograniczona przestrzeń – przemyślenia po warsztacie

Ostatnio prowadziłem warsztat pt „Nieograniczona przestrzeń doświadczenia”. Celem tego warsztatu, było stopniowe otwieranie dostępu na owe doświadczenie przestrzeni, poprzez zróżnicowane i krótkie ćwiczenia związane z ruchem i bezruchem.

Idea takiej pracy jest taka- istnieją trzy obszary praktyki: ciało, oddech i umysł. Jednocześnie pracuje się z nimi na dwa sposoby- poprzez ruch/ aktywność/ zmianę oraz bezruch/ spoczywanie/ obserwację. I tu kryje się cała magia- aktywność jest bramą do otwierania przestrzeni. Przykładowo- jeśli powiem komuś „zwróć uwagę do wewnątrz i odnajdź tam wrażenie przestrzeni”- odpowiedzi nie uzyskam- osoba niewytrenowana nic nie znajdzie, a nawet prawdopodobnie nie zrozumie o co mi chodzi. Dlatego robimy inaczej- zaczynamy od aktywności. Przykładowo- wykonujemy ćwiczenie oddechowe, w którym bierzemy bardzo głęboki wdech i wstrzymujemy powietrze na 10- 15 sekund, w tym czasie rozciągając klatkę piersiowa. I teraz- robimy wydech i mówię „kiedy robisz wydech, pojawia się wrażenie rozszerzania się uwagi, jakby rozpływania się, rozpuszczania”. I bingo- to doświadczenie rozprzestrzeniania po prostu tam jest- nie trzeba tego stwarzać, ono pojawia się naturalnie. Trzeba po prostu „nie robić nic”, czyli pozwalać na rozwijanie się tego procesu.

Tak więc na warsztacie robiliśmy bardzo dużo takich ćwiczeń, skupiając się rozprzestrzenianiu się, rozpuszczaniu, obserwacji przestrzeni która naturalnie pojawia się po ruchu i aktywności. Celem było odkrycie nieograniczonej przestrzeni (i obecności). I tutaj bardzo ciekawiło mnie, czy laik będzie w stanie tam dotrzeć. I co się okazało? Że tak się prawdopodobnie stało. Na warsztacie były  dwie „zielone” osoby i jak się okazało -pod koniec warsztatu- wygląda na to, że udało im się rozpuścić- wyraźnie zaznaczyły one że zarejestrowały proces rozpuszczania się i wygląda na to że zaliczyły rozpuszczenie bardzo mocne, a może nawet chwilowo- całkowite.

Dlaczego jest to istotne? Proces odkrywania przestrzeni jest kluczowym elementem w medytacji dzogczen, którą praktykuję. I moją obserwacją jest to, że ludzie za bardzo skupiają się na technicznych aspektach treningu zapominając o celu. Skupiają się zatem na głównie na aktywności, zamiast na naturalnym rozpuszczaniu się. A kluczem jest własnie zręczne lawirowanie pomiędzy ruchem i bezruchem, między aktywnością a jej brakiem, pomiędzy działaniem a wrażeniem rozprzestrzeniania się, będącym jego skutkiem. Tak więc jednym z celów warsztatu było sprawdzenie czy już jednorazowa, około godzinna sesja ćwiczeń jest w stanie dać ten efekt i czy osoby „zielone” w temacie z powodu braku stworzonej ideologii nt praktyki osiągną to łatwo- i wygląda na to ze moje przewidywania się sprawdziły 🙂

Sny przejrzystości – Tybetańska Joga Snu i Śnienia

tibetan-dream-yoga-feature

Wiele osób interesuje się świadomym śnieniem (dalej- LD). Dla wielu z nich jest to „zbiór technik” pomagających wywoływać te stany. To mocno błędne rozumienie ale o tym w innej notce 🙂

Pojawia się bardzo podstawowe i ważne pytanie- jaki jest cel praktykowania LD? Wymienia się kilka- jednym z nich jest rzekomy rozwój duchowy. Sam pomysł takiego rozwoju poprzez pracę ze snem i śnieniem jest szlachetny, ale niestety praktyka LD rzadko prowadzi w tym kierunku.

Bardzo interesującym w tym obszarze temat jest Tybetańska Joga Snu i Śnienia (odsyłam do książki pod tym samym tytułem autorstwa T. W. Rinpocze). Są praktyki buddyjskie nakierowane na wnoszenie do snu i śnienia stanu medytacji, które nazywa się „snami przejrzystości” (LD też mogą się pojawiać ale są celem drugorzędnym). Przejrzystość w tym kontekście odnosi się do medytacyjnego stanu spokoju i jasności umysłu, który przejawia się we śnie. Przejrzystość nie jest więc tożsama z „zdawaniem sobie sprawy z tego że się śni”. Oto przykład snu przejrzystości:

„Jestem z koleżanką na jakiś spotkaniu. Przy stole siedzą ludzie. Koleżanka mówi, że boi się ciszy. Ja mówię natomiast, że nie ma się czego bać. Zamykam oczy, relaksuję się i mówię do niej szeptem, żeby wsłuchała się w ciszę. I wtedy spostrzeże, że  nie jest ona „niczym”, a ma też swój dźwięk- wrażenie ciągłości świadomości. Przez cały czas mówiąc to, sam to robię- słucham ciszy i zapadam się w przyjemny błogostan i trwam w nim.”

W tym śnie nie wiedziałem, że śnie, ale nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, ponieważ taki sen jest wielokrotnie bardziej wartościowy (z punktu widzenia rozwoju duchowego) niż „zwykły LDek”. Inny przykład:

Pojawia się kolega i prowadzi praktykę. Ludzie nie są w pozycjach medytacyjnych, tylko jakoś tak powyginani. Niektórzy na leżąco, inni na siedząco, tacy sflaczali. Zaczynam doświadczać przestrzeni, jestem w niej obecny, zaczynam spoczywać w tym i co raz bardziej rozpływać się w świetle. Jest bardzo przyjemnie. Ciepło, spokój, lekkość, gładkość, komfort. Stan ten narasta, ja się w nim rozpływam budząc się.

W snach tych pojawiły się charakterystyczne, dla stanów medytacyjnych w ogóle, doświadczenia- wrażenie błogości, komfortu, jasności umysłu, ciągłości świadomości. W snach tego typu pojawiają się też często silne pozytywne emocje, takie jak miłość, wdzięczność, wzruszenie, pokora. Oto fragment snu który to obrazuje:

Jestem na chrzcie drugiego dziecka mojej siostry (…). Potem już z ochrzczonym dzieckiem wracamy wszyscy ziemistą drogą, całość wygląda jak taki uroczysty pochód. Jestem wzruszony wszystkim, przepełnia mnie to, płaczę/ łkam. Patrzę na to dziecko, odchylam jadwabną chust oglądając je- jest bardzo piękne. Chodzę i łkam, przepełnia mnie radość, miłość i wdzięczność, ten stan trwa ok 10 sekund.

W snach przejrzystości pojawia się też często motyw „oczyszczania”:

„sen, w którym na początku byłem zamieszany w zabójstwo i akcja dotyczyła właśnie zabójstwa i dalszego kombinowania aby ten fakt ukryć, potem byłem generałem w wojsku idącym  wraz z innymi wojskowymi, jak się potem okazało- na zbiorowe samobójstwo. Wtedy nagle stwierdziłem, że nie chcę tak, że nie chcę tamtych doświadczeń i cofnąłem się do stanu z przed tych zdarzeń zadowolony że tamte zdarzenia nie będą miały miejsca. Z jednej strony był to sen nieświadomy a z drugiej jakbym wiedział co jest grane i miał wpływ na te wydarzenia”

Czasami pojawia się motyw spotkania z Mistrzem Duchowym:

„Jestem na kursie medytacyjnym. Jestem w budynku jakimś gospodarczym czy toaletach. Obserwuję co się dzieje przez okno. Nagle do budynku wchodzi Mistrz. Wyciąga w moim kierunku ręce i błogosławi mnie. Padam na podłogę. On tłumaczy mi jak medytować w oparciu o pracę z przestrzenią serca. Czuję jak moje serce się otwiera i rozwija się stan medytacyjny- przestrzeni i błogości i odczucie błogosławieństwa”

Teraz pytanie – jak te sny się „wywołuje”? Aby to zrozumieć, należy powiedzieć skąd się biorą treść i charakter marzeń sennych. Ogólnie mówiąc- są one odbiciem naszych doświadczeń z dnia, szczególnie emocji. Można pokazać to za pomocą metafory- kiedy pojawiają się jakieś emocje, do których się „przywiązujemy” tj lgniemy do nich, „przeżuwamy je” i pozwalamy im wpływać na nas, to tak jakbyśmy brali tę emocję i wkładali do plecaka, który mamy na plecach. Ten plecak odpakowujemy we śnie wyjmując je i stają się one podstawą do tworzenia się „snów”. Aby mieć sny przejrzystości należy z tego plecaka wyjąć „brudne emocje” i włożyć przejrzystość.

Dlatego w Jodze Snu i Śnienie trening obejmuje w zasadzie dwa elementy. Po pierwsze ćwiczy się tak, aby ten balast emocjonalny był mniejszy (nie chodzi o to aby nie było emocji, ale o to żeby nie dać się im przytłoczyć). W tym celu ciągu dnia postrzegamy swoje doświadczenie jako podobne do snu (nietrwałe, ulotne, stworzone przez nas a nie obiektywne), dzięki czemu ten balast emocjonalny osłabia się. Dodatkowo przed snem jeszcze„poprawiamy” to doczyszczając resztki, poprzez wyobrażenie sobie przebiegu całego dnia- znów postrzegając go jako podobnego do snu. Po drugie, rozwija się regularnie praktykę medytacyjną, wnosząc ją co raz bardziej w codzienne życie i jednocześnie rozwija się stan medytacji podczas zasypiania. I wracając do naszej metafory- zaczyna brakować „ciężkich emocji” które można do umieścić w plecaku, ponieważ je oczyściliśmy, więc naturalne we śnie pojawia się przejrzystość.

Mogę opisać różne aspekty tego treningu- napiszcie jeśli macie jakieś życzenia.

Innym rodzajem praktyki, na wyższym poziomie, jest wnoszenie stanu medytacyjnego do snu bez marzeń sennych.

Pozdrawiam 🙂

Porównanie urządzeń biofeedback: Blue Watcher vs Stone vs Wild Divine

Dziś temat bardzo ciekawy- biofeedback 🙂 Dla niewtajemniczonych- jest to biologiczne sprzężenie zwrotne- urządzenie, które na bieżąco pokazuje Twój fizjologiczny stan. Dzięki temu widzisz kiedy się relaksujesz a kiedy spinasz i jesteś w stanie tak kierować swoją aktywnością, aby pogłębiać stan odprężenia. W ten sposób uczysz się efektywnie się relaksować, obserwując które zachowania pomagają Ci w tym a które nie. Inaczej mówiąc- weryfikujesz swoje subiektywne odczucia poprzez odniesienie do obiektywnego pomiaru. Takie urządzenie zwykle poprzez dźwięk czy zmianę wykresu na ekranie lub jakieś animacje daje Ci znać, kiedy się relaksujesz i podążasz za tym.

Z różnych rozmów wiem, że niektórzy praktykujący mają wątpliwości czy takie urządzenie jest konieczne lub potrzebne. Niektórzy są wręcz przeciwni.  Z mojej perspektywy- warto. Dzięki treningowi biofeedback można zweryfikować skuteczność różnych stosowanych technik relaksacyjnych i medytacyjnych i dowiedzieć się jaki „styl” praktyki jest dla nas najskuteczniejszy.

Na rynku jest obecnychwiele urządzeń, z tego kilka pojawia się regularnie. Dziś opiszę trzy z nich, z którym zetknąłem się na przestrzeni kilku lat. Aby było czytelniej, całość zaprezentuję w formie tabeli.

Jeśli chodzi o naukę relaksacji i medytacji na rynku obecne są urządzenia GSR i HRV. GSR to „reakcja skórno- galwaniczna”, co odnosi się do zjawiska, w którym wraz ze wzrostem stanu odprężenia, zmienia się proporcjonalnie oporność skóry. Wg mnie to najlepszy rodzaj biofeedback jeśli chodzi o naukę relaksacji i medytacji. HRV to z kolei to biofeedback mierzący rytm bicia serca. Nie znam dokładnie mechanizmu, ale z tego co wiem, chodzi o to, że m.in. wyrównanie rytmu oddychania wyrównuje pracę serca, wprowadzająć „stan koherencji”- odczuwany jako odczucie wewnętrznego spokoju i ciepła w sercu. I rzeczywiście coś jest na rzeczy. Mam za sobą trochę zabawy pod HRV’em i to co mogę powiedzieć, że te dwa wskaźniki (HRV i GSR) są od siebie niezleżne. Jednak ciężko mi ocenić przydatność biofeedbacku HRV jako takiego.

Tabela- Blue Watcher vs Stone vs Wild Divine (Kliknij!)

Podsumowanie

Moje przemyślenia po kilku latach użytkowania urządzeń biofeedback są takie- byle nie popsuć! Okazuje się, że wadą dwóch z trzech zaprezentowanych urządzeń są proste błędy, których można byłoby pewnie łatwo uniknąć. Blu Watcher jest niedokładny przez złe skalibrowanie a Stone może nagrywać tylko kilka minut co jest kwestią oprogramowania. Jedynie Wild Divine nie ma tych wad, co więcej ma kilka świetnych rozwiązań- sam fakt że jest GSR + GRV oraz świetne mocowanie elektrod. Jeśli chodzi zatem o porównanie tych trzech urządzeń, nie pojawia się pytanie które z nich jest lepsze, ale smutna prawda, że jedynie Wild Divine nadaje się do treningu, a pozostałe dwa nie 🙂 Idealnym urządzeniem byłby HRV + GSR pod smartfona.

Na rynku są oczywiście też inne urządzenia, takie jak HRV InnerBalance, który podłącza się do iPhone’a (https://www.heartmath.org/)

Previous Older Entries